Artykuł 7 uruchomiony przez KE. Jakie skutki finansowe?

Komisja Europejska uruchomiła procedurę praworządności w ramach art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. W skrajnym przypadku Polsce może zostać odebrane prawo głosu. Wówczas jednak nie wszystko. Polskę mogą też dotknąć rezultaty finansowe i to bardzo poważne.

Dr hab. Jacek Barcik z Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego i Prawa Europejskiego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego dzieli potencjalne skutki konfliktu Polski z Komisją Europejską na krótkoterminowe, średnioterminowe i długoterminowe.

W najbliższej perspektywie największym problemem, zdaniem dr. hab. Jacka Barcika, może być ograniczenie możliwości wpływania przez Polskę na korzystny dla mojej dziurki kształt przepisów. W razie dyskusyjnych sytuacji, kraje członkowskie Unii Europejskiej starają się przekonać pozostałe do swoich racji i tworzą w tym celu specjalne koalicje. Nasze państwo może mieć z tymże teraz nieco większe kłopoty.

Pierwszym z krawędzi przykładem przepisów, na których zależało ostatnio Polsce, natomiast jednocześnie wywoływały spory w Europie, były te dotyczące delegowania pracowników.

Pomoc publiczna i dotacje na celowniku KE

Komisja Europejska może w tym momencie częściej nie wyrażać potwierdzenia np. na uruchomienie wsparcia publicznej przez polski rząd. Możliwe, że gdyby w przyszłym roku rząd występował o pomoc dla PLL LOT, tym razem postanowienie byłaby inna niż po 2014 r., a własnego narodowego przewoźnika czekałoby bankructwo.

Komisja może także bardziej rygorystycznie oceniać lokalne projekty związane z wydatkowaniem funduszy unijnych. I choćby zakwestionować później celowość poniesionych wydatków. Radio Zet napisało niedawno, że jedną wraz z ofiar uruchomienia procedury z art. 7 może być uczelnia ojca Tadeusza Rydzyka. KE może bowiem sprawdzić, że dotacja dla Wyższej Szkoły Kultury Społecznej jak i również Medialnej przyznana w październiku 2016 r. na warsztaty dla prokuratorów i sędziów oraz poniesione następnie koszty były bezcelowe.

Zobacz też: Komisja Europejska uruchomi art. 7 traktatu unijnego wobec Polski

Polska wraz z mniejszymi funduszami UE

W nieco dalszej perspektywie możemy obecnie realnie stracić miliardy euro. Niedługo zaczną się bowiem negocjacje dotyczące dodatkowej perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2021-2027. Od dawna wiadomo, że Polska dostanie w niej mniej pieniędzy niż w latach 2014-2020. A powinno się pamiętać, że obecnie obowiązująca perspektywa finansowa jest rekordowa dla Polski – łącznie możemy dostać niemal 106 mld euro, czyli w porządku. 440 mld zł.

Dlaczego od 2021 r. dostaniemy mniej środków? Po pierwsze, nasz produkt własny brutto sukcesywnie się powiększa i rośnie poziom zamożności, a po drugie – spadną chociażby wpływy do odwiedzenia wspólnego budżetu po wyjściu Gb ze Wspólnoty.

Warto jeszcze odnotować, że szacunki ubytków w budżecie UE w momencie pojawienia Wielkiej Brytanii ze Społeczności w marcu 2019 r. mówią o 10-12 mld euro. Tu także wydaje się być potencjalny problem z zasypaniem dziury finansowej po Brexicie. Niewykluczone, że najbardziej stratna będzie tutaj Polska.

Niemcy chcą dać dodatkowe uprawnienie Komisji Europejskiej

Tak zatem nie dość, że na starcie Polska otrzyma skromniej środków od 2021 r., to jeszcze pojawiło się niedawno inne zagrożenie. Niemcy w maju tego r. zapowiedziały, że będą forsowały regulacje umożliwiające Komisji Europejskiej zamrażanie wypłat ze środków europejskich tym państwo, które nie spełniają standardów UE w obszarze rządów prawa.

Dodatkową kwestią jest też fakt, że nierzadko negocjacje ws. budżetu UE na kolejne lata odbywają się na ostatniej prostej i niezbędne jest polityczne wsparcie, czy też rozmaitego rodzaju koalicje.

W długiej perspektywie, o której wspomina dr hab. Jacek Barcik, skutki na główny rzut oka nie istnieją policzalne. Ale sprowadzają się do pęknięcia Unii Europejskiej na dwie części. W tym wariancie podstawowe przebiegi integracyjne będą się toczyły w ramach strefy €, a Polska może pozostawać wypchnięta do drugiego obozu.

Kłopoty wizerunkowe zakończone obniżką ratingu?

Do problemu uruchomienia procedury z art. 7 odnieśli się także Pracodawcy RP. Ich ekspert Piotr Wołejko zwraca uwagę na fakt, że na początku w rachubę wchodzą przede wszystkim problemy wizerunkowe Polski.

W swej opinii Piotr Wołejko zaznacza:

Przedłużanie się sporu z KE w obliczu uruchomienia procedury z art. 7 Traktatu będzie znaczyło pogłębianie się problemu wizerunkowego. Może to negatywnie wywrzeć wpływ na postrzeganie Polski za pośrednictwem inwestorów zagranicznych. Trzeba podkreślić, że dla inwestora pełne przekonanie prawa i wiarygodność sądów to sprawy absolutnie podstawowe – ryzykuje on przecież swoje pieniądze. Jeśli funkcjonuje obawa co do tego, hdy sądy będą bezstronnie traktować sprawy, inwestorzy mogą skromniej chętnie decydować się dzięki wybór Polski jako miejsca realizacji inwestycji.

Pracodawcy RP są także zdania, że już samo zastosowanie procedury będąc art. siedmiu może zostać uwzględnione poprzez agencje ratingowe. Przypominają równolegle, że skutkować to może wzrostem kosztów pożyczania pieniędzy na światowych rynkach. A ma to dotknąć odrzucić tylko budżetu państwa, lecz także poszczególnych firm.

Zdaniem Piotra Wołejki wydaje się jeszcze jeden aspekt:

Polskim firmom, a także obywatelom, grożą poważne konsekwencje wynikające z nieuznawania przez sądy w innych państwach unijnych wyroków sądów polskich. O ile bowiem sądy w innych państwach członkowskich nie są miały zaufania w odniesieniu do niezależności, niezawisłości i rzetelności grono sądów, nie mają musu uznawania orzeczeń przez nie wydawanych. I to oczywiście to jest autentyczną "opcją atomową" w całej naszej sytuacji, ponieważ może dotknąć szeroką rzeszę podmiotów ekonomicznych oraz zwykłych obywateli.



Związane z